Nie tylko AI. Dyrektywa platformowa stawia granice cyfrowemu nadzorowi w pracy
Polska ma do 2 grudnia 2026 r. wdrożyć unijną dyrektywę o pracy platformowej. Poza kwestią zatrudnienia stawia ona granice automatycznego nadzoru: prywatnych rozmów, danych o emocjach, aktywności poza pracą. Nie dotyczy wyłącznie sztucznej inteligencji.

Polska ma do 2 grudnia 2026 r. wdrożyć unijną dyrektywę o pracy platformowej. Dyrektywa to unijny akt prawny wyznaczający cel, który państwa członkowskie mają osiągnąć własnymi przepisami, w odróżnieniu od rozporządzenia, które działa bezpośrednio jak AI Act. W dyskusji o nowych przepisach najwięcej uwagi poświęca się temu, kiedy osoba pracująca przez platformę powinna zostać uznana za pracownika. Znacznie mniej mówi się o drugiej części zmian: o granicach automatycznego monitorowania ludzi i wykorzystywania ich danych.
Dyrektywa obejmuje m.in. prywatne rozmowy, informacje o stanie emocjonalnym lub psychicznym oraz dane zbierane wtedy, gdy dana osoba nie oferuje ani nie wykonuje pracy za pośrednictwem platformy. Co ważne, te zasady nie dotyczą wyłącznie sztucznej inteligencji ani wyłącznie osób zatrudnionych na etacie. Zwraca na to uwagę firma Freelancehunt w rozesłanym materiale.
Ochrona nie kończy się na etacie
Dyrektywa oddziela kwestię zatrudnienia od zasad dotyczących danych i automatycznego monitorowania pracy. Ograniczenia zapisane w art. 7 dotyczą osób wykonujących pracę za pośrednictwem platformy w rozumieniu dyrektywy, niezależnie od tego, czy mają umowę o pracę. Zaczynają mieć znaczenie już na etapie rekrutacji lub wyboru wykonawcy.
Nie oznacza to, że każdy freelancer korzystający z dowolnego serwisu ze zleceniami automatycznie zostanie objęty nowymi zasadami. Dyrektywa określa, czym jest cyfrowa platforma pracy i czym jest praca platformowa. Liczy się to, jak dany serwis rzeczywiście działa i jaką rolę odgrywa w organizowaniu odpłatnej pracy.
„Cyfrowa praca nie oznacza zgody na nieograniczony cyfrowy nadzór. Informacje potrzebne do realizacji projektu to jedno. Prywatna rozmowa, stan emocjonalny czy aktywność poza wykonywaniem pracy to zupełnie inna kategoria danych. Technologia może pomagać organizować współpracę, ale nie powinna zacierać granicy między pracą a prywatnością człowieka" – mówi Valentyn Ziuzin, prezes zarządu Freelancehunt.
Automatyczny system to nie zawsze AI
To jedna z ważniejszych różnic między dyrektywą platformową a AI Act. Dyrektywa mówi o systemach, które automatycznie monitorują pracę albo wspierają decyzje dotyczące osób wykonujących ją przez platformę. Taki system nie musi być sztuczną inteligencją w rozumieniu AI Act.
Przepisy wskazują konkretne granice. Pierwsza dotyczy prywatnych rozmów, w tym komunikacji z innymi osobami wykonującymi pracę przez platformę oraz z ich przedstawicielami. Druga obejmuje informacje o stanie emocjonalnym lub psychicznym. Trzecia dotyczy czasu poza pracą: systemy nie mogą gromadzić danych osobowych wtedy, gdy dana osoba nie oferuje ani nie wykonuje pracy za pośrednictwem platformy.
Dyrektywa ogranicza też wykorzystywanie danych do wyciągania wniosków o bardzo osobistych cechach. Chodzi m.in. o pochodzenie, status migracyjny, poglądy polityczne, przekonania religijne, stan zdrowia, niepełnosprawność, przynależność związkową czy orientację seksualną. Ograniczenia dotyczą również przewidywania, czy dana osoba będzie korzystać z określonych praw, na przykład prawa do zrzeszania się lub rokowań zbiorowych.
To nie znaczy, że platforma nie może przetwarzać żadnych danych o wykonywanej pracy. Chodzi o granicę między informacjami potrzebnymi do organizowania współpracy a danymi, które dotyczą prywatnej sfery człowieka.
AI Act chroni przed czym innym
AI Act już dziś ogranicza określone sposoby wykorzystywania sztucznej inteligencji do rozpoznawania emocji w miejscu pracy. Od 2 lutego 2025 r. obowiązuje zakaz stosowania takich systemów, poza wyjątkami związanymi ze względami medycznymi lub bezpieczeństwem.
Nie jest to jednak ten sam zakaz, co wynikający z dyrektywy platformowej. AI Act mówi o systemach AI rozpoznających emocje na podstawie danych biometrycznych (mierzalnych cech ciała, np. rysów twarzy, głosu, tętna). Dyrektywa platformowa dotyczy pracy przez platformy i obejmuje więcej sytuacji. Chodzi nie tylko o emocje, ale też o prywatne rozmowy, dane zbierane poza czasem pracy oraz próby wyciągania wniosków o szczególnie osobistych cechach człowieka.
„Techniczna możliwość zebrania danych nie powinna być automatycznie traktowana jako uzasadnienie do ich wykorzystania. System nie musi wiedzieć o człowieku wszystkiego, żeby dobrze wykonywać swoją funkcję. Szczególnie wtedy, gdy analizowane informacje nie dotyczą samej realizacji pracy, lecz prywatności, zdrowia, poglądów czy emocji" – mówi Oleg Topchiy, założyciel Freelancehunt.
Co obowiązuje już dziś
RODO reguluje zasady przetwarzania danych osobowych i automatycznego podejmowania niektórych decyzji. Część zakazów AI Act, w tym przepisy dotyczące określonego rozpoznawania emocji w miejscu pracy, także obowiązuje.
Inaczej jest z dyrektywą platformową. Państwa UE mają czas na jej wdrożenie do 2 grudnia 2026 r. W Polsce trwają prace nad projektem ustawy o wykonywaniu pracy za pośrednictwem cyfrowych platform pracy, oznaczonym numerem UC160 (to numer nadawany projektowi ustawy w wykazie prac legislacyjnych rządu, zanim trafi do parlamentu). Do zakończenia tych prac trzeba odróżniać przepisy, które już obowiązują, od zasad, które Polska ma dopiero wprowadzić.
Materiał pochodzi od Freelancehunt, platformy freelancingowej, więc temat dyrektywy platformowej wiąże się bezpośrednio z jej obszarem działalności.
Źródła: informacja prasowa Freelancehunt z 21 września 2026 r.





