Przejdź do treści

Rozmowy z ChatGPT w komercyjnych bazach danych. Winne mogą być „darmowe" wtyczki do przeglądarki

Badacze ostrzegają, że część rozszerzeń przeglądarki przechwytuje treść rozmów z chatbotami i przekazuje je dalej — dane trafiają potem do komercyjnych baz dostępnych przez API. Wyciekają też wątki zdrowotne i prawne.

Rozmowy z ChatGPT w komercyjnych bazach danych. Winne mogą być „darmowe" wtyczki do przeglądarki

To, co użytkownicy wpisują w oknie rozmowy z chatbotem, nie zawsze zostaje „między wami". Z opisanego mechanizmu wynika, że część darmowych rozszerzeń przeglądarki może przechwytywać całe konwersacje z usługami takimi jak ChatGPT, Gemini czy Claude, a następnie przekazywać je podmiotom trzecim, gdzie są indeksowane i udostępniane komercyjnie.

Sprawę nagłośnił m.in. serwis iTHardware, powołując się na analizę Lee S. Dryburgha. Problem zaczyna się od dodatków instalowanych „dla wygody" — darmowych VPN-ów, adblocków czy narzędzi produktywności. Jeśli rozszerzenie uzyska szerokie uprawnienia do odczytu i modyfikacji treści stron, może wstrzyknąć własny skrypt w kartę przeglądarki i podglądać to, co dzieje się w interfejsie czatu.

The Register opisał to jako rynek, na którym dostęp do zapisów rozmów jest sprzedawany — nawet jeśli dostawcy danych twierdzą, że informacje są „zanonimizowane" lub „pozyskane za zgodą". W praktyce w samych promptach i odpowiedziach potrafią pojawiać się dane umożliwiające identyfikację osób, w tym informacje wrażliwe. Rozmowy mogą więc trafiać do przeszukiwalnych baz i być dostępne dla klientów korporacyjnych przez API.

Obraz dopełnia raport firmy Koi Security dotyczący „privacy extensions", które miały przechwytywać konwersacje z wieloma platformami AI. Koi opisuje techniczny schemat przechwytywania ruchu w przeglądarce i wskazuje, że zbieranie treści może działać w tle — bez czytelnego przełącznika, który realnie wyłączałby mechanizm zbierania danych.

Najbardziej przyziemny wniosek jest też najtrudniejszy do przełknięcia. Nawet jeśli sama usługa AI chroni transmisję, luka może pojawić się po stronie przeglądarki — dokładnie tam, gdzie użytkownik instaluje dodatki z obietnicą prywatności. Dryburgh wprost wskazuje, że pojedyncze rozszerzenie z szerokimi uprawnieniami staje się uprzywilejowanym obserwatorem i może odczytać treść czatów wyświetlanych na stronie.

Co z tym zrobić tu i teraz?

Najbezpieczniejszy nawyk to traktowanie rozmów z chatbotami jak korespondencji, która może wypłynąć — zwłaszcza gdy pracujemy w przeglądarce z aktywnymi rozszerzeniami. Jeśli musimy korzystać z wersji webowej, warto ograniczyć liczbę dodatków do absolutnego minimum i regularnie przeglądać ich uprawnienia. W środowisku pracy, gdzie w grę wchodzą dane klientów, pacjentów lub tajemnice firmy, temat wymaga już nie ostrożności, lecz twardych zasad i narzędzi po stronie organizacji.

Szukaj na blogu