Przejdź do treści

Robo-doradcy na giełdzie. Kiedy algorytm wystarczy, a kiedy potrzebny jest człowiek?

Zautomatyzowane platformy inwestycyjne zyskują na popularności, oferując niskie koszty i łatwy start. Choć algorytmy sprawdzają się przy mniejszych kwotach, eksperci ostrzegają przed brakiem przejrzystości i przypominają, że przy większym kapitale rola ludzkiego doradcy pozostaje kluczowa.

Robo-doradcy na giełdzie. Kiedy algorytm wystarczy, a kiedy potrzebny jest człowiek?

Rynek robo-doradców rośnie w szybkim tempie. Przewiduje się, że do 2033 roku jego wartość osiągnie 3,2 biliona dolarów. Platformy takie jak Betterment, Wealthfront czy Vanguard ułatwiają dostęp do rynków finansowych, oferując usługi zarządzania portfelem za ułamek kosztów tradycyjnego doradztwa. Brak wysokich progów wejścia sprawia, że rachunki można zakładać w kilka minut za pomocą telefonu.

Jak podaje Radosław Jodko, ekspert do spraw inwestycji w RRJ Group, młodsze pokolenia inwestorów traktują te narzędzia jako naturalny punkt startu. Specjalista zauważa, że przy niewielkim kapitale i prostych celach oprogramowanie radzi sobie bardzo dobrze, realizując zadania takie jak optymalizacja strat podatkowych czy równoważenie portfela bez udziału ludzkich emocji.

Problem czarnej skrzynki i bezpieczeństwo danych

Zastosowanie technologii wiąże się jednak z konkretnymi ograniczeniami. Rynek zwraca uwagę na brak pełnej przejrzystości systemów decyzyjnych. Radosław Jodko wyjaśnia, że mechanizmy działania tych systemów pozostają niepubliczne, co utrudnia inwestorom zrozumienie, dlaczego ich portfel zachowuje się w dany sposób. Zautomatyzowane ankiety oceny ryzyka nie zastępują również rozmowy z doradcą, który może dopytać o plany życiowe czy specyfikę sytuacji zawodowej.

Istotną kwestią pozostaje bezpieczeństwo danych. Informacje finansowe są niejednokrotnie udostępniane partnerom biznesowym na mocy zgód zawartych w regulaminach. Ekspert RRJ Group przypomina przypadki z innych sektorów, w których wrażliwe bazy danych trafiały na aukcje po bankructwie firm. Radzi on, aby przed powierzeniem środków konkretnej platformie dokładnie sprawdzić jej politykę prywatności.

Granice możliwości oprogramowania

Zautomatyzowane rozwiązania są użyteczne do pewnego poziomu kapitału. Według Radosława Jodko, granicą opłacalności wyłącznego korzystania z robo-doradców jest kwota około 100 tysięcy złotych. Powyżej tej sumy i przy bardziej skomplikowanych uwarunkowaniach życiowych przydaje się ludzki strateg. W przypadku inwestorów operujących kwotami rzędu 200-300 tysięcy złotych miesięcznie, standardowe programy przestają być wystarczające.

Cyfrowe doradztwo nie poradzi sobie z międzynarodową optymalizacją podatkową, strukturyzacją majątku w różnych jurysdykcjach czy planowaniem sukcesji. Jak dodaje Jodko, w takich sytuacjach kluczowa staje się sieć kontaktów, dostęp do rynków niepublicznych oraz sprawna koordynacja pracy prawników i doradców podatkowych.

Szukaj na blogu