Obywatel Bielik trafił na smartfony. Polska AI ma się nauczyć rozpoznawać kluski śląskie
Kluski śląskie brane za makaroniki, kadr z „Seksmisji" opisany jako scena z „Solaris". Tak globalne modele AI widzą Polskę. Ma to zmienić aplikacja Obywatel Bielik, dostępna od 14 lipca na Androida i iOS.

Popularne modele AI, pokazane zdjęcie klusek śląskich, potrafią opisać je jako francuskie makaroniki albo pączki przed pieczeniem. Kadr z „Seksmisji" biorą za scenę z radzieckiego „Solaris". Fontannę Neptuna z gdańskiego Długiego Targu — za pomnik w Bolonii. To nie są anegdoty, tylko konkretne przykłady podane przez twórców Bielika, żeby pokazać, po co powstaje projekt Obywatel Bielik.
Od 14 lipca aplikacja o tej nazwie jest dostępna na Androida i iOS. Zasada jest prosta: robisz zdjęcie, dodajesz krótki opis, wysyłasz. Zebrane w ten sposób fotografie mają posłużyć do wytrenowania pierwszego polskiego modelu multimodalnego — czyli takiego, który rozumie nie tylko tekst, ale i obraz. Twórcy mówią o tym obrazowo: Bielik ma dostać „oczy".
Skąd biorą się te pomyłki globalnych modeli? Odpowiedź jest w danych treningowych. Duże zagraniczne modele świetnie radzą sobie z ogólnymi wzorcami, ale uczyły się głównie na materiałach anglojęzycznych. Kapliczka przy polnej drodze, regionalna potrawa, lokalny zabytek — to wszystko jest poza ich doświadczeniem. Model nie tyle nie wie, co zgaduje na podstawie tego, co widział wcześniej. I trafia w makaroniki.
Skala zbieranych danych na razie jest skromna. Przed premierą aplikacji społeczność przesłała przez stronę projektu ponad 16 tys. zdjęć z opisami. Cel to milion — z rzetelnymi opisami. Twórcy podkreślają, że liczy się różnorodność: te same obiekty widziane z różnych stron, w różnej pogodzie. Im szerszy zbiór, tym lepszy model.
Sama aplikacja ma obniżać próg wejścia. Zdjęcie można wrzucić z galerii albo zrobić na miejscu, opis wpisać ręcznie lub podyktować głosem — a obecny model Bielika pomaga potem ogarnąć tekst językowo i interpunkcyjnie. Da się też opisywać zdjęcia już dodane przez innych, przypisane do ośmiu kategorii tematycznych. Do tego cele tygodniowe, statystyki, rankingi i elementy grywalizacji zespołowej. Klasyczny zestaw pod zaangażowanie społeczności.
Jak mówi Marcin Dąbrowski, lider projektu, aplikacja mobilna to moment zwrotny, bo pozwala włączyć się każdemu — uczniowi, seniorowi, przedsiębiorcy. Sebastian Kondracki, pomysłodawca Bielika i założyciel Fundacji SpeakLeash, dodaje rzecz, która jest sednem całego przedsięwzięcia: model będzie tak dobry, jak różnorodne dane, na których się uczy. Stąd apel nie tylko do obywateli, ale i do instytucji dokumentujących polskie dziedzictwo — rozmowy z kilkoma już trwają.
Część instytucji jest zresztą w projekcie od początku. Partnerami są Narodowe Archiwum Cyfrowe, które udostępnia archiwalne fotografie, a jego pracownicy dodatkowo opisują zdjęcia i weryfikują dane o nich, oraz Polska Press Grupa, przekazująca wybrane zbiory. Całość rozwija Fundacja SpeakLeash z Akademickim Centrum Komputerowym Cyfronet AGH.
Do czego to ma potem służyć? Twórcy wskazują na e-commerce — automatyczne opisywanie i kategoryzowanie produktów, zwłaszcza tych związanych z lokalną kulturą, rękodziełem czy regionalną żywnością. Poza tym analiza dokumentów, OCR (rozpoznawanie tekstu ze skanów) i opisywanie materiałów archiwalnych.
Trzeba dodać zwykłe zastrzeżenie: to materiał samego projektu, więc ton jest siłą rzeczy entuzjastyczny, a „krok milowy" to język komunikatu. Ale konflikt interesów jest tu nietypowo łagodny — SpeakLeash to fundacja rozwijająca model otwarcie, w duchu open science, a nie firma sprzedająca licencje. Aplikacja realnie jest w sklepach i można ją sprawdzić samemu. Otwarte pozostaje jedno pytanie, na które odpowie dopiero czas: czy uda się zebrać milion zdjęć, skoro po dotychczasowych działaniach jest ich szesnaście tysięcy.
Źródła: informacja prasowa Fundacji SpeakLeash





