Przejdź do treści

ChatGPT naruszył prawa autorskie, gdy uczył się na tekstach piosenek

Sąd w Monachium uznał, że ChatGPT naruszył niemieckie prawo autorskie, gdy uczył się na tekstach piosenek bez zgody właścicieli praw. Sprawę wytoczyła organizacja GEMA, która reprezentuje kompozytorów, autorów tekstów i wydawców muzycznych w Niemczech.

Abstrakcyjna ilustracja w układzie poziomym 3:2, sędzia z wagą naprzeciw „głowy” AI złożonej z pikseli, w tle nuty i delikatne linie tekstu.

Decyzja nie jest jeszcze prawomocna, ale już teraz jest określana jako przełomowa. Po raz pierwszy europejski sąd wprost stwierdził, że trenowanie modeli AI na chronionych utworach to także korzystanie z tych utworów, a nie neutralne „przetwarzanie danych”.

Sąd ustalił, że OpenAI trenowało swoje modele na tekstach kilku popularnych niemieckich piosenek. ChatGPT potrafił następnie odtwarzać fragmenty tych tekstów na żądanie użytkowników. Według sądu samo „zakodowanie” utworu w modelu narusza prawa autorskie, a późniejsze odtwarzanie dłuższych fragmentów jest kolejnym naruszeniem. Odpowiedzialność ponosi twórca systemu, a nie użytkownik wpisujący prompt.

W efekcie OpenAI musi wypłacić GEMA odszkodowanie i zaprzestać udostępniania spornych tekstów. Sąd nakazał też ujawnienie przychodów osiągniętych dzięki wykorzystaniu tych utworów. Organizacja GEMA podkreśla, że „internet nie jest samoobsługowym sklepem” z cudzą twórczością i liczy na szersze porozumienie licencyjne dla twórców.

Wyrok uznaje się za istotny nie tylko dla muzyki. Jeśli utrzyma się w kolejnych instancjach, wzmocni ochronę książek, artykułów, ilustracji i innych treści, które trafiają do zbiorów treningowych modeli AI. Dla firm takich jak OpenAI, Google czy Meta oznacza to konieczność większej przejrzystości, sięgania po treści na licencjach oraz kontrolowania, co model może odtwarzać w odpowiedziach.

Spór wpisuje się w szerszy proces regulowania AI w Europie. Unijny Akt o Sztucznej Inteligencji wprowadza obowiązki informowania o źródłach danych treningowych dla największych modeli. Wyrok z Monachium wzmacnia ten trend i sygnalizuje, że epoka całkowicie „czarnej skrzynki” z danymi dla AI powoli się kończy.

OpenAI nie zgadza się z rozstrzygnięciem i zapowiada odwołanie. Niezależnie od dalszego biegu sprawy jedno jest pewne: pytanie, kto zarabia na treściach wrzucanych do sieci – ludzie czy algorytmy – nie zniknie z agendy ani twórców, ani regulatorów.

Szukaj na blogu