Przejdź do treści

AI może już zastąpić 12 proc. amerykańskiej siły roboczej

Zespół badaczy z Massachusetts Institute of Technology wyliczył, że dzisiejsze modele AI, w obecnych cenach, są już technicznie w stanie wykonać pracę równą 11,7 proc. wartości wynagrodzeń w gospodarce USA. W zaokrągleniu oznacza to około 12 proc. amerykańskiej siły roboczej.

AI może już zastąpić 12 proc. amerykańskiej siły roboczej
AI może już zastąpić 12 proc. amerykańskiej siły roboczej

Raport nosi tytuł „The Iceberg Index: Measuring Workforce Exposure Across the AI Economy” i jest częścią projektu Iceberg. Jak opisują autorzy z MIT, celem było zbudowanie szczegółowego, cyfrowego modelu amerykańskiego rynku pracy, a następnie sprawdzenie, w jakim stopniu da się go „przejąć” przy użyciu aktualnie dostępnych narzędzi AI.

Model obejmuje około 151 mln pracowników, 923 zawody i 3 tys. hrabstw w całych Stanach Zjednoczonych. Do tego dochodzi ponad 32 tys. unikalnych umiejętności oraz baza ponad 13 tys. systemów i narzędzi AI, od klasycznego uczenia maszynowego po nowsze modele generatywne. Całość uruchomiono na superkomputerze Frontier w Oak Ridge National Laboratory, co pozwoliło zasymulować miliardy interakcji między ludźmi, ich zadaniami i możliwościami algorytmów.

Kluczowy wskaźnik w raporcie to Iceberg Index. Mierzy on nie to, ile miejsc pracy już znika, lecz jaką część wykonywanych dziś zadań AI mogłaby przejąć, gdyby firmy zdecydowały się na pełne wykorzystanie dostępnych narzędzi. Autorzy podkreślają, że to miara czysto techniczna. Nie zawiera harmonogramu wdrożeń ani prognozy konkretnych zwolnień.

Nie tylko programiści. Na celowniku białe kołnierzyki

W popularnej narracji o AI najczęściej pojawiają się zawody z sektora technologicznego, analitycy danych czy programiści. MIT pokazuje jednak, że „widoczna góra lodowa” w postaci głośnych zwolnień w big techach to tylko fragment zjawiska. Jak podaje serwis TechRadar, badanie ujawnia także „ukryty” segment, w którym najbardziej narażone są stanowiska z administracji, finansów, logistyki, HR, księgowości czy usług profesjonalnych.

Wszystkie te role mają wspólny mianownik. Duża część pracy to powtarzalne, dobrze ustrukturyzowane zadania informacyjne. Obsługa dokumentów, przygotowywanie raportów, weryfikacja danych, planowanie dostaw, koordynacja grafiku, wprowadzanie informacji do systemów. Z perspektywy algorytmów generatywnych i systemów automatyzacji procesów są to czynności, które relatywnie łatwo rozbić na sekwencje kroków i zautomatyzować.

Co istotne, ekspozycja nie dotyczy tylko Doliny Krzemowej czy największych metropolii. Analiza MIT pokazuje, że miejsca pracy narażone na automatyzację rozlane są po wszystkich stanach, także tych, które kojarzą się bardziej z przemysłem tradycyjnym niż z technologią. W komentarzach do raportu zwraca się uwagę na takie stany jak Tennessee, Utah czy Karolina Północna, które już wykorzystują Iceberg Index do planowania polityki rynku pracy.

Dlaczego 12 proc. nie oznacza natychmiastowej fali zwolnień

Liczba 11,7 proc. może brzmieć alarmująco, ale w raporcie wielokrotnie powtarza się zastrzeżenie, że chodzi o potencjał technologiczny, a nie o to, co faktycznie wydarzy się w najbliższych latach.

Po pierwsze, wdrażanie AI na masową skalę wymaga czasu, inwestycji i zmian organizacyjnych. Firmy muszą przeprojektować procesy, zbudować nowe systemy nadzoru, zadbać o kwestie prawne, bezpieczeństwo danych, odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez algorytmy. To spowalnia adopcję, nawet jeśli technicznie „dałoby się” zastąpić część pracy już dziś.

Po drugie, Iceberg Index nie uwzględnia efektów kompensacyjnych. Automatyzacja jednych zadań może zwiększać popyt na inne, na przykład na kompetencje projektowania i nadzoru systemów AI, na pracę przy integracji narzędzi, analizie wyników, pracy z klientem czy tworzeniu nowych produktów. W praktyce część ról może się przekształcić, zamiast całkowicie zniknąć.

Po trzecie, raport dotyczy przede wszystkim zadań kognitywnych, w których liczy się praca z informacją. Autorzy zaznaczają, że nie obejmuje on pełnego spektrum automatyzacji fizycznej, która dopiero zaczyna zyskiwać na znaczeniu wraz z rozwojem robotyki i systemów autonomicznych.

Politycy dostają nowe narzędzie ostrzegawcze

Choć Iceberg Index nie jest prognozą bezrobocia, stanowi ważny instrument dla regulatorów i władz lokalnych. Jak podaje CNBC i cytowane przez nią opracowania, władze kilku stanów już wykorzystują wnioski z projektu Iceberg w planowaniu inwestycji w infrastrukturę, szkolenia i politykę rozwoju gospodarczego.

Dzięki temu, że model schodzi aż do poziomu hrabstw, a w niektórych analizach nawet niżej, można z dużą dokładnością wskazać regiony szczególnie narażone na „cichy” wpływ AI. To nie tylko miasta z rozwiniętym sektorem technologicznym, ale też obszary, gdzie duża część zatrudnienia przypada na administrację, centra usług wspólnych, logistykę czy back office.

Autorzy raportu sugerują, że dane z Iceberg Index mogą pomóc w projektowaniu programów przekwalifikowania, subsydiowania nowych inwestycji, a nawet przebudowy lokalnego systemu podatkowego, zanim skala wpływu AI stanie się widoczna w statystykach bezrobocia.

Wnioski dla pracowników i firm, także poza USA

Chociaż badanie MIT koncentruje się na rynku amerykańskim, jego wnioski są ważne także z perspektywy Europy. Struktura zatrudnienia w usługach biznesowych, finansach, administracji publicznej czy ochronie zdrowia jest podobna. W wielu krajach, w tym w Polsce, dynamicznie rozwija się sektor centrów usług wspólnych i outsourcingu procesów biznesowych. To dokładnie te obszary, które Iceberg Index wskazuje jako szczególnie podatne na automatyzację przez AI.

Dla pracowników oznacza to, że kluczowe stają się dwie grupy kompetencji. Pierwsza to umiejętność pracy z samą sztuczną inteligencją: korzystania z narzędzi, projektowania zapytań, łączenia różnych systemów w spójny proces. Druga to kompetencje typowo ludzkie, które trudno ująć w algorytmy, takie jak praca z klientem, rozwiązywanie nietypowych problemów, negocjacje, odpowiedzialność za decyzje czy wrażliwość etyczna.

Dla firm raport MIT jest sygnałem, że czas „bezpiecznego przeczekania” kończy się szybciej, niż wielu menedżerom się wydaje. Z jednej strony organizacje muszą zacząć świadomie planować automatyzację zadań, aby nie przegrać kosztowo z konkurencją. Z drugiej powinny aktywnie inwestować w ludzi, którzy będą w stanie współpracować z systemami AI, zamiast być przez nie wypychani na margines.

Co dalej z Iceberg Index?

Projekt Iceberg ma charakter otwierający, a nie zamykający dyskusję. Autorzy podkreślają, że ich podejście można rozszerzać na inne kraje i kolejne technologie. Sam indeks nie powie nam, ile dokładnie miejsc pracy zostanie zlikwidowanych w 2030 roku. Pokazuje natomiast, gdzie obecne możliwości sztucznej inteligencji nakładają się na strukturę rynku pracy tak mocno, że zignorowanie tego zjawiska byłoby ryzykowne.

Dla decydentów publicznych, pracowników i pracodawców to ważna zmiana perspektywy. Zamiast czekać na statystyki bezrobocia, mogą zacząć projektować polityki i strategie rozwoju w oparciu o to, co jest technicznie możliwe już dziś. A liczba 12 proc. sugeruje, że stawka jest zbyt wysoka, by udawać, że to tylko kolejna medialna sensacja w dyskusji o AI.

Źródła: TechRadar, Tom's Hardware, marketwatch.com

Szukaj na blogu