GEMA kontra OpenAI: wyrok, który zmienia zasady gry dla AI
Monachijski sąd uznał, że ChatGPT naruszył prawa autorskie, bo „zapamiętuje” i odtwarza fragmenty chronionych tekstów piosenek. To pierwszy w Europie tak mocny wyrok przeciw dużemu modelowi językowemu i jasny sygnał, że dostawcy i użytkownicy AI muszą znacznie poważniej traktować dane treningowe.

11 listopada 2025 r. 42. cywilna izba Sądu Okręgowego w Monachium (LG München I), wyspecjalizowana w prawie autorskim, ogłosiła wyrok w sprawie GEMA przeciwko OpenAI. Sąd w dużej mierze przyznał rację niemieckiej organizacji zbiorowego zarządzania prawami muzycznymi i uznał, że sposób trenowania i działania ChatGPT narusza prawa autorskie do tekstów piosenek z repertuaru GEMA. Zasądzono roszczenia o zaniechanie, udzielenie informacji i odszkodowanie.
Jak podaje sama GEMA, jest to pierwsze w Europie „grundsatzurteil”, czyli wyrok zasadniczy, który wprost odpowiada na pytanie, czy duży model językowy może legalnie wykorzystywać chronione utwory bez licencji. Sąd uznał, że nie – przynajmniej w sytuacji, gdy efektem treningu jest możliwość odtworzenia utworu w odpowiedzi na zwykłe zapytanie użytkownika.
Jak opisuje kancelaria Bird & Bird, sąd potraktował trening modelu językowego jako „reprodukcję” utworu w rozumieniu prawa autorskiego. Odwołał się do unijnej dyrektywy InfoSoc, zgodnie z którą reprodukcja obejmuje każdą formę utrwalenia, która pozwala później odtworzyć utwór przy użyciu środków technicznych. Modelowe „wagi” zostały uznane za nośnik, który ucieleśnia chronione treści, jeśli potrafi je z siebie „wydobyć” w postaci tekstu.
Kluczowy jest tu wątek „zapamiętywania” (memorisation). Jak wyjaśnia serwis Prawnik IT, sąd przyjął, że jeśli model jest w stanie wygenerować tekst piosenki w sposób bardzo zbliżony do oryginału, to znaczy, że fragmenty utworu zostały utrwalone w parametrach modelu. To wystarczy, aby mówić o reprodukcji naruszającej prawa autorskie, nawet jeśli nie widzimy klasycznej „kopii pliku” na dysku.
Drugie ważne rozstrzygnięcie dotyczy wyjątków text and data mining (TDM), wprowadzonych do prawa unijnego dyrektywą DSM. Sąd zgodził się, że uczenie modeli może mieścić się w ramach TDM, ale tylko wtedy, gdy chodzi o analizę wzorców i statystyk, a nie o włączenie całych utworów do modelu w sposób umożliwiający ich odtworzenie. W tej sprawie uznano, że zapamiętywanie tekstów piosenek wykracza poza dozwolony TDM.
Za co odpowiada OpenAI?
Jak podaje GEMA, przedmiotem sporu było dziewięć popularnych niemieckich piosenek. Media wymieniają m.in. „Männer” Herberta Grönemeyera, „Über den Wolken” Reinharda Meya, „Atemlos” Helene Fischer czy „In der Weihnachtsbäckerei” Rolfa Zuckowskiego. ChatGPT miał generować ich teksty w odpowiedzi na proste prośby użytkowników.
Sąd stwierdził, że odpowiedzialność spoczywa na operatorze modelu, czyli OpenAI. Firma wybiera dane treningowe, buduje architekturę modelu, zarządza aktualizacjami i kontroluje sposób działania systemu. Użytkownik, który wpisuje prompt, jedynie inicjuje proces wewnątrz modelu. To oznacza, że nie można „przerzucić winy” na użytkowników korzystających z narzędzia.
Wyrok obejmuje nie tylko generowanie tekstów na zewnątrz, ale także ich „istnienie” wewnątrz modelu. Sąd uznał, że naruszenie ma miejsce zarówno wtedy, gdy utwór jest ucieleśniony w wagach modelu, jak i wtedy, gdy pojawia się w odpowiedzi na zapytanie.
Jak przypomina Reuters oraz inne media, sąd nakazał OpenAI wstrzymanie przechowywania i generowania zakwestionowanych tekstów piosenek, udzielenie informacji o wykorzystaniu tych utworów i osiągniętych przychodach oraz zapłatę odszkodowania. Wyrok nie jest prawomocny i firma zapowiedziała apelację.
Europa kontra reszta świata: dlaczego ten wyrok jest inny
Jak podkreśla Prawnik IT, wyrok GEMA v. OpenAI stoi w wyraźnym kontraście do niedawnych rozstrzygnięć w Wielkiej Brytanii i USA. W sprawie Getty Images przeciwko Stability AI londyński sąd przyjął, że modele dyfuzyjne uczą się statystyk, a nie przechowują obrazy szkoleniowe. Bez dowodu, że konkretne dzieła są zapisane w wagach, nie ma naruszenia przez sam model. W sprawie Kadrey v. Meta amerykański sąd skupił się na dozwolonym użytku i realnej szkodzie rynkowej, a nie na samej koncepcji „zapamiętywania” w wagach.
Monachijski sąd poszedł w przeciwnym kierunku. Przyjął, że wystarczy możliwość odtworzenia utworu z modelu, aby uznać, że doszło do reprodukcji objętej monopolem autorskim. W praktyce jest to znacznie bardziej rygorystyczne podejście do modeli generatywnych niż to, które widzimy w dotychczasowych wyrokach w krajach anglosaskich. Jak zauważa Verfassungsblog, stawką jest tu nie tylko pojedynczy spór, ale także ogólny model współistnienia generatywnej AI i twórczości.
GEMA nazywa ten wyrok „pierwszym przełomowym orzeczeniem w Europie” w obszarze AI i praw autorskich. Organizacja podkreśla, że od 2024 r. oferuje specjalny model licencyjny dla firm AI i traktuje sprawę z OpenAI jako potwierdzenie, że bez licencji nie da się dłużej budować modeli na muzyce z katalogu GEMA.
Konsekwencje dla twórców i branży kreatywnej
Dla kompozytorów, autorów tekstów i wydawców muzycznych to sygnał, że ich zarzuty wobec generatywnej AI mogą skutecznie trafić do sądów. Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, cytowana przez Deutsche Welle, wyrok pokazuje, że ChatGPT nie może traktować chronionych tekstów jako darmowego paliwa do treningu. Twórcy zyskują mocniejszą pozycję negocjacyjną wobec dużych firm technologicznych i realne narzędzie do egzekwowania tantiem.
W praktyce można spodziewać się kolejnych pozwów, nie tylko w muzyce. Analizy kancelarii międzynarodowych zwracają uwagę, że rozumowanie sądu w Monachium może zostać zastosowane także do tekstów literackich, artykułów prasowych, kodu źródłowego, grafiki oraz danych specjalistycznych, na przykład w sektorze life sciences.
Co to oznacza dla dostawców modeli i narzędzi AI?
Wyrok jest ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy trenują duże modele na masowych zbiorach danych. Po pierwsze, samo powoływanie się na wyjątki TDM może nie wystarczyć, jeśli model „przyswaja sobie” całe utwory i potrafi je później wyświetlać. Po drugie, w centrum odpowiedzialności stoi operator modelu, a nie użytkownik końcowy.
Jak podkreślają m.in. Bird & Bird, Osborne Clarke czy Pearl Cohen, w praktyce może to oznaczać konieczność łączenia kilku warstw działań: od dokumentowania pochodzenia danych treningowych i uzyskiwania licencji, przez wdrażanie filtrów blokujących odtwarzanie chronionych treści, po projektowanie nowych wersji modeli, które ograniczą zjawisko zapamiętywania utworów.
Dla firm AI trudny jest także aspekt techniczny. Usunięcie konkretnych danych z gotowego modelu jest bardzo skomplikowane. Sąd w Monachium wprost przyznał, że sprostanie wymogom wyroku będzie technicznie wymagające, ale nie zwalnia to dostawcy z obowiązku zapobiegania przyszłym naruszeniom.
Ryzyka dla firm w Polsce i w całej UE
Z polskiej perspektywy najważniejsze jest to, że mówimy o wyroku sądu unijnego państwa członkowskiego, który interpretuje te same dyrektywy, co nasze prawo autorskie. Jak wskazuje Prawnik IT, orzeczenie może stać się wzorcem dla sądów w innych krajach UE, w tym w Polsce.
To oznacza, że firmy działające w Polsce, które korzystają z generatywnej AI, powinny zadać sobie kilka prostych pytań. Czy narzędzia, z których korzystają, były trenowane na chronionych utworach bez licencji. Czy model jest w stanie odtworzyć fragmenty tekstów piosenek, książek, artykułów czy kodu. Czy dostawca AI udziela wiarygodnych gwarancji co do legalności danych treningowych i bierze na siebie odpowiedzialność umowną za ewentualne roszczenia.
Serwis Prawnik IT sugeruje już dziś przeprowadzenie audytu korzystania z AI, przegląd umów z dostawcami i aktualizację wewnętrznych procedur, w szczególności w firmach e-commerce, na platformach treści i w usługach, które oferują użytkownikom funkcje generatywne. Chodzi nie tylko o ryzyko roszczeń finansowych, ale także o reputację marek, które mogą zostać wciągnięte w spory o naruszenia praw autorskich przez zewnętrznych dostawców technologii.
Szerszy kontekst regulacyjny
Wyrok GEMA v. OpenAI wpisuje się w szerszą układankę regulacyjną. Po jednej stronie mamy dyrektywę DSM, która wprowadziła wyjątki TDM, ale pozwala twórcom „opt-outować się” z niektórych form data miningu. Po drugiej – unijny AI Act, który wymusza przejrzystość i zarządzanie ryzykiem w systemach wysokiego ryzyka, a pośrednio buduje oczekiwanie większej odpowiedzialności dostawców AI.
Jak zauważają komentatorzy, sprawa z Monachium może wylądować przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli sąd drugiej instancji skieruje pytania prejudycjalne. To TSUE będzie ostatecznie rozstrzygał, gdzie leży granica między dopuszczalnym uczeniem modeli a bezprawną reprodukcją utworów. Do tego czasu wyrok LG München I będzie jednak ważnym punktem odniesienia dla regulatorów, organizacji zbiorowego zarządzania i firm technologicznych.
Co dalej?
Na razie wiemy, że OpenAI zamierza się odwołać, a sprawa nie jest prawomocnie zakończona. Jednak już dziś można mówić o „mocnym sygnale” wysłanym w stronę całej branży AI. Trening modeli na dużych zbiorach danych przestaje być obszarem, w którym „jakoś to będzie”, a staje się tematem twardych sporów sądowych i poważnych roszczeń finansowych.
Dla firm korzystających z generatywnej AI w Polsce i w UE ten wyrok to zaproszenie do bardzo przyziemnych działań: uporządkowania dokumentacji, odświeżenia umów z dostawcami, wdrożenia filtrów i procedur oraz śledzenia kolejnych orzeczeń. Dla twórców to dowód, że ich treści nie są „surowcem darmo z internetu”, ale dobrem, którego użycie w treningu modeli może wymagać licencji i wynagrodzenia.





