Ataki na narzędzia AI rosną najszybciej. Firmy zaczęły to dostrzegać - ale audyty robią za rzadko
87% organizacji zauważa wzrost cyberataków wymierzonych w narzędzia AI — więcej niż w przypadku phishingu czy luk w oprogramowaniu. Odsetek firm oceniających bezpieczeństwo AI przed wdrożeniem wzrósł z 37% do 64%, ale eksperci wskazują, że to wciąż za mało.

Tylko w lutym 2026 roku CERT Polska odnotował 18,5 tysiąca zgłoszeń incydentów bezpieczeństwa — o 68% więcej niż rok wcześniej. Na tym tle dane z Global Cybersecurity Outlook 2026 (World Economic Forum) układają się w czytelny obraz: narzędzia oparte na AI stały się najszybciej rosnącym celem cyberataków. Wzrost tego zagrożenia w porównaniu do 2025 roku dostrzega 87% organizacji. Dla porównania — na nasilenie phishingu wskazuje 77% badanych, na zakłócenia w łańcuchu dostaw 65%, a na wykorzystywanie luk w oprogramowaniu 58%.
Jednocześnie organizacje zmieniają podejście. W 2025 roku tylko 37% firm miało wdrożony proces oceny bezpieczeństwa narzędzi AI przed ich wdrożeniem. W tym roku jest to już 64%. Postęp jest wyraźny, ale Kacper Szczepaniuk, inżynier Observability w Linux Polska, zwraca uwagę na to, co kryje się za tą liczbą: 40% organizacji przeprowadza przeglądy bezpieczeństwa jedynie okresowo, a 24% — tylko raz, najpewniej tuż przed samym wdrożeniem.
„Tego typu metody ograniczenia ryzyka zwyczajnie nie są w pełni skuteczne. Poziom bezpieczeństwa musi być analizowany w trybie ciągłym" — ocenia Szczepaniuk.
Dariusz Świąder, prezes Linux Polska, wskazuje na mechanizm, który napędza problem: presja na szybkie wdrożenia sprawia, że analiza ryzyka schodzi na dalszy plan. Cyberprzestępcy korzystają z luki kompetencyjnej i faktu, że procedury bezpieczeństwa w firmach nie zawsze nadążają za tempem adopcji nowych technologii.
Open source: mniejsze ryzyko czy złudne poczucie bezpieczeństwa?
89% organizacji, które wdrożyły AI, korzystało w jakimś zakresie z rozwiązań open source. Co druga z nich uważa, że wiąże się to z mniejszym ryzykiem niż oprogramowanie komercyjne — m.in. ze względu na stałą kontrolę społeczności nad kodem. Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, ostudza ten optymizm: otwartość kodu nie eliminuje ryzyka związanego z niesprawdzonym kodem, opóźnionymi aktualizacjami bezpieczeństwa ani zmianami w licencjach. „Pod uwagę należy wziąć nie tylko kwestie techniczne" — zaznacza.





